sobota, 12 września 2015

Żurawina do mięs

Sezon na przetwory w pełni. Były już truskawki, ogórki, teraz czas na pomidory, śliwki i żurawinę.
Uwielbiam przetwory z żurawiny! W tamtym roku podawałam Wam przepis na sok żurawinowy (KLIK), a w tym podzielę się przepisem na żurawinę, którą dodaję do mięs (a częściej robię z niej później sos żurawinowy z majonezem, czosnkiem i curry).


Potrzebujemy:
- 2,5 kg żurawiny
- 1,2 kg cukru
- 1 szkl wody

Przygotowanie: 
1. Wodę z cukrem zagotowujemy
2. Do gotującej wody z cukrem dodajemy połowę żurawiny, gotujemy na średnim ogniu.
3. Po zagotowaniu (po około 15 minutach) dodajemy drugą część żurawiny.
4. Całość gotujemy około 40 minut.
5. Kolejnego dnia znowu gotujemy około 15-20 minut.
6. Wieczorem czynność powtarzamy, czyli znowu gotujemy około 15-20 minut.
7. Trzeciego dnia blendujemy całość i znowu gotujemy 15-20 minut.
8. Gorącą żurawinę przekładamy do wyparzonych słoiczków i odwracamy do góry dnem.

I gotowe!
Żurawina wychodzi smaczna i gęsta :)
Z takiej przesmażonej żurawiny nie tylko robię sos z majonezem, ale często wcinam ją po prostu samą na bułce :)



Nie dosyć, że to owoc smaczny, to na dodatek piękny i fotogeniczny ;)

A może i Wy macie jakieś ciekawe przepisy na żurawinę? Mam jeszcze trochę owoców, więc z pomysłów chętnie skorzystam :)


Pozdrawiam
Iza

poniedziałek, 7 września 2015

Cotton ball lights z Biedronki

Od dziś stałam się szczęśliwym posiadaczem kul ledowych na wzór Cotton ball lights!


Marzyłam o nich już od dawna, odstraszała mnie tylko cena.
Aż tu olśnienie z Bierdonki - kule ledowe w powalającej cenie 35 zł :) Do wyboru 4 kolory: białe, szaro-beżowo-białe, czerwono-bordowo-białe i niebiesko-granatowo-białe. Wiadomo - na pewno różnią się od oryginału, ale myślę, że kule są na prawdę warte swojej ceny :)
Ja nabyłam 2 opakowania po 20 kul szarych - jedne dla mnie, drugie dla mamy. W Biedronce byłam już od 7 rano i chyba kupiłam ostatnie szare :) Powiem Wam, że w przeciągu 10 minut połowa kul (a było ich na prawdę sporo) rozeszła się. I to jeszcze chyba byłam osobą, która wzięła najmniej opakowań :) Może reszta obdarowywała całe swoje rodziny :)

W każdym razie, kto jeszcze nie wiedział o tym co zaproponowała nam Biedronka, a chciałby stać się szczęśliwym posiadaczem takich kul to radzę się pospieszyć :)






Pozdrawiam
Iza

piątek, 4 września 2015

Szyję jakby nie było jutra

Oczywiście w tytule przesadziłam (troszkę), raczej uczę się szyć jakby nie było jutra ;)
Wspominałam wczoraj, że byłam na warsztatach krawieckich. Warsztaty trwały dwa wieczory, a w ramach nich można było uszyć sobie fartuszek kuchenny ;)
Pani, która prowadziła zajęcia jest doświadczoną krawcową w teatrze w Lublinie. Niezwykła kobieta! Pomogła nam w doborze materiałów i lamówek, dała różne wykroje do wyboru i oczywiście pomagała przy szyciu :)
Z warsztatów wyszłam z pięknym własnoręcznie uszytym fartuszkiem i jedną ściereczką do kompletu :)




Baaardzo dużo dały mi te warsztaty, ponieważ nigdy wcześniej nie siedziałam przy maszynie. No może i mam maszynę do szycia, ale kupiłam ją w grudniu w Lidlu i stała tak w opakowaniu, aż do wczoraj :)
Przede wszystkim nauczyłam się podstawy podstaw, czyli nawlekania maszyny. Z górną nitką poradziłam sobie bez problemu, bo szłam za strzałkami, ale nić na bębenku sprawiła mi trochę kłopotu... Najpierw źle założyłam, później nie mogłam jej przewlec na górę, a jak już ją przewlekłam to uznałam, że jest źle i tak wszytko od nowa. Koniec końców jakoś sobie poradziłam :)
Pierwsze co wyszło spod mojej maszyny to kolejna ściereczka kuchenna, dopasowana do fartuszka. Wiem, że nie ma nad czym tu się zachwycać, bo wystarczyło tylko przyłożyć lamówkę i jechać prosto na maszynie (to akurat było nie lada wyzwanie), ale i tak jestem ze swojej ściery dumna! ;)




Skoro maszyna jest już rozłożona, a ja choć troszeczkę ją rozpracowałam to myślę, że na ścierce się nie skończy ;)

Pozdrawiam
Iza

czwartek, 3 września 2015

Na pełnych obrotach

Ja chyba zawsze będę żyła na pełnych obrotach :) Czas ucieka mi jak szalony. Nie wiem kiedy z czerwca zrobił się wrzesień. Jeszcze nie cały miesiąc i na studia wracają studenci, a co za tym idzie czasu będę miała jeszcze mniej, a obowiązków jeszcze więcej.
Po śmierci taty nasz świat wywrócił się do góry nogami i nastąpiło wiele zmian w naszym życiu. Jedną z nich jest kupno przez moją mamę mieszkania. Rodzice już dawno o tym myśleli, niestety nie udało się zrobić tego wcześniej. "Nowe" mieszkanie jest malutkie - ma 36 m, ale myślę że mamie spokojnie wystarczy i takie. Nasz "nowy" stary nabytek pochłania mój każdy wolny weekend, ponieważ remont idzie w nim pełną parą. 
Nasz kuchnia obecnie wygląda tak:


"Salon":



W mniejszym pokoju na razie jest podobnie :) Do remontu nie poszła tylko łazienka, ponieważ poprzedni właściciele sami niedawno ja remontowali, więc na razie zostanie taka jaka jest :)
Meble kuchenne i szafa na korytarz zostały już zmierzone, wybrane i zamówione, więc zobaczymy kiedy uda się wszystko skończyć. Na efekty jeszcze trzeba czekać, ale oczywiście pokażę co z tego wyjdzie :)

Ostatnio sprzątając w warsztacie taty bardzo się wzruszyłam, bo znalazłam taką tabliczkę:


Tata zawsze zostawiał takie wiadomości jak gdzieś wychodził :) Miło mi było zwłaszcza teraz ją znaleźć.

A dziś kolejny wieczór mam zajęty, ponieważ zapisałam się na warsztaty krawieckie :) W ramach inicjatywy Lub design szyjemy fartuszki kuchenne :) Świetna inicjatywa, którą prowadzą cudowni ludzie! O szyciu na maszynie nie miałam zielonego pojęcia (mam maszynę kupioną prawie rok temu, nawet nie rozpakowaną). 
Wybrałam sobie taki materiał:


Już wczoraj mój fartuszek nabrał w miarę odpowiedniego wyglądu, mam nadzieję że dzisiaj go skończę i będę mogła pochwalić się moim "dziełem" ;)


Pozdrawiam
Iza

środa, 26 sierpnia 2015

Kajakiem na Bugu

Po Gdańsku, Austrii i Węgrzech przyszedł czas na kolejny mini urlop. Tym razem była to wyprawa na kajaki. Wróciłam opalona i zadowolona :) Na kajakach byłam 3 raz w życiu, ale z czystym sumieniem mogę je polecić jako doskonały aktywny wypoczynek. Ja akurat słabo pływam i powiem szczerze, że Bugu trochę się bałam, ale pływałam w kapoku, więc czułam się w miarę bezpiecznie. Było troszkę ciężko z racji upału, ale rekompensowały nam to piękne widoki :)





Chmara motylków uciekła przed moim aparatem :)






Aż ciężko było wrócić do pracy... No ale jak mus to mus :)

Pozdrawiam
Iza

środa, 12 sierpnia 2015

Produkty nawadniające organizm

Kolejny upalny dzień, czyli kolejny dzień jestem bezsilna... Zmuszam się do jakiejkolwiek pracy.
W takie upały musimy szczególnie dbać o właściwy poziom nawodnienia. Wiadomo - woda w lecie to podstawa, ale po jakie warzywa i owoce teraz sięgać? Znalazłam ciekawe zestawienie procentowej zawartości wody w wybranych produktach. Lubię dzielić się takimi ciekawostkami :) Mam nadzieję, że Wam się to przyda :)



Ja osobiście z tych owoców najchętniej wcinam melony, a z warzyw zdecydowanie pomidory! W sumie w taki upał jem praktycznie same warzywa i owoce, bo nie mam siły nawet gotować...

Pozdrawiam
Iza


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

A dla ochłody - domowe lody

Upał niemiłosierny. To zdecydowanie nie moja pogoda. Ale cóż funkcjonować trzeba, do pracy chodzić też trzeba.
W taką pogodę człowiek nie ma ochoty nawet na jedzenie, no chyba że na lody :)
Ostatnio gdzieś w internecie dorwałam przepis na mrożone owoce z jogurtem. Oczywiście wypróbowałam i powiem wam, że bomba! :)


Do swoich domowych lodów wykorzystałam mrożone truskawki. Ciężko stwierdzić mi ile ich dokładnie było wagowo - cały woreczek jak na kanapki :)
Truskawki miksujemy z jogurtem naturalnym (400 gram) i dodajemy miód do smaku. Gotową masę przelewamy do plastikowego pojemnika i zamrażamy. Ważne jest żeby podczas mrożenia co jakieś pół godziny lody przemieszać lub nawet powtórnie zmiksować, żeby nie wytworzyły się kryształki zamarzniętej wody.
Domowe lody wyszły pyszne! Idealne na taką pogodę :)






Pozdrawiam
Iza